Skocz do zawartości
Marcin.87

Pomocy- nie mogę odzyskać gruntu od bezumownego użytkownika.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Serdecznie.

 

Wiem, że sprawa z pozoru prosta, ale jednak tak nie jest. Pozwolę sobie opisać krótko całą historię by przedstawić najważniejsze fakty.

 

-W roku 1989 dyrektor PGR zwrócił się do rolnika z prośbą o zamianę działek. Gdyż działka rolnika rozdzielała 2 działki należące do PGR.

-Mowa o 4.09 ha, za które rolnik otrzymał identyczny areał (ale lepszej klasy;)

-PGR nie zdążył jednak dopełnić wszystkich formalności przed przejęciem jego majątku przez ANR.

-Przez prawie 20 lat ANR nie wykazywało dobrej woli dokończenia procedury, pomimo wielokrotnych próśb i interwencji rolnika.

 

-Ostatecznie przez te 20 lat obie działki były używane bez umownie na zasadzie zamiany. ARN płaciła podatki za swój grunt używany przez rolnika, a rolnik płacił podatki za swój grunt używany przez agencje.

 

-Pomimo takiego "sprawiedliwego" układu rok temu ANR naliczyła rolnikowi karę z tytułu nieumownego użytkowania gruntów. Po interwencji w kierownictwie i postraszeniu prasą, karę tą jednak umorzono.

-Rolnik wydał ARN grunt do ARN należący, lecz grunt rolnika od 2004 roku uprawiał osoba mająca umowę dzierżawy z ARN.

 

-Osoba ta udaje, że nic nie wiedziała o takiej sytuacji. A oficjalnie dowiedziała się o niej na wiosnę 2009 roku.

-Na jesień 2009 nastąpiło geodezyjne wytyczenie granic, działek.

-Wiosną 2010 roku dzierżawca dzierżawiący grunt od ARN od-dzierżawił go jeszcze innemu dzierżawcy, który to posiał na całym areale buraki cukrowe, niszcząc dopiero co postawione znaki geodezyjne.

 

-W takiej sytuacji rolnik zażądał od pierwszego z dzierżawców potwierdzenia na piśmie, że może wejść na swoje pole z planowanym przez siebie zasiewem i zniszczyć zasiew nie będący jego własnością. Właściciel obawiał się, że jeśli zrobi to bez potwierdzenia na piśmie, to (de facto nielegalny dzierżawca) pozwie go do sądu za zniszczenie własności - (podobno istnieje przepis zwany kolokwialnie "Kto sieje ten zbiera").

 

-Plon został zebrany na jesień przez poddzierżawcę, zaraz po czym ponownie pole zostało przez niego obsiane.

 

-Na wiosnę wytoczyliśmy dzierżawcy sprawę z tytułu strat jakie ponieśliśmy, z powodu iż nie mogliśmy obsiać gruntu wiosna 2010 roku, lecz sędzia jest znajomym pozwanego i prawdopodobnie należy czekać na wyższą instancje.

 

-Obecnie odzyskanie gruntu we władanie staje się całkiem realne (w toku sprawy w sądzie), gorzej natomiast z odszkodowaniem za straty, gdyż dzierżawca, teraz wypiera się słowami "To trzeba było zaorać to co moje i posadzić swoje"

 

Problem w tym, że nie było znaków geodezyjnych które to zniszczył, jak również żadnej umowy (nawet ustnej) w tym temacie dzierżawca wcześniej zawrzeć nie chciał.

 

Moje pytanie jest następujące.

-Jak mam udowodnić przed sądem, że moje obawy przed zniszczeniem zasiewu będącego na mym polu- ale nie należącego do mnie były uzasadnione.

Czy ktoś natknął się jakiś przepis, "kto zasiał ten zbiera" który można by tutaj przytoczyć.

 

Dodam, że przez cały wcześniejszy okres jak i teraz, podatek za grunt opłacał właściciel.

 

 

Dziękuję Niezwykle Serdecznie za jakąkolwiek pomoc i informacje!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze to świetna sprawa dla prawnika, którego proponuję wynająć.

Po drugie jakby nie było grunt jest "Rolnika" i jeśli nie ma jakiejkolwiek umowy na piśmie pomiędzy "rolnikiem" a "Dzierżawcą", to "Rolnik" może zawsze wejść na swoje pole i robić z nim co chce - no przysłowiowe "prawo własności".

Ja bym powiedział tak, gdyby sprawa dotyczyła mnie: robiłbym swoje na swoim i niech przysłowiowy "dzierżawca" wytacza mi sprawę w sądzie, której wcale bym się nie obawiał.

pzdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawa jest bardzo śliska i zawiła.

 

Wczoraj jeszcze raz przepytałem się mego taty "jak to dokładnie było" i okazało się, że osoba ta weszła na pole bez jakiejkolwiek umowy (nie dzierżawiła od ANR), tylko po prostu skoro sobie pole stało to on je "przygarnął".

 

Na tym polu mamy podpisaną umowę na postawienie elektrowni wiatrowych, wczoraj przypomniał mi się fragment tej że umowy mówiący o "byciu posiadaczem zależnym, lub posiadaczem samoistnym"

 

Posiadacz samoistny nie musi być właścicielem. Musi jedynie "władać" nieruchomością, tak jakby była jego.

Paradoks polega na tym, że jeśli wejdziesz na czyjeś pole bez umowy (czyli tak jakby się było posiadaczem samoistnym), to jesteś lepiej chroniony, niż gdybyś zrobił to na podstawie np. dzierżawy.

 

Wydaje mi się, że znalazłem już odpowiedź na pytanie postawione przezmianie na końcu pierwszego postu, lecz nie jest to rozwiązanie pewne, i dlatego prosiłbym o wszelkie sugestie, od osób mających problemy z próbą zawłaszczenia sobie gruntu.

 

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×
×
  • Dodaj nową pozycję...